Blog, Lifestyle, Parenting

Słodki, przedszkolny problem

25 września 2018
cukier

Kończy się pierwszy regularny miesiąc naszej rodzinnej przygody z przedszkolem. Największa ciągłość, jak się można domyślać, jest w wymiarze finansowym – zapłacić za cały miesiąc trzeba i nie ma zmiłuj. 

Najmniejsza ciągłość jest w obszarze frekwencji. Na 20 dni zajęć, nasza Tosia była raptem siedem, co miało związek z zarazą, która znienacka ją dopadła. Swoją drogą, jest to dość fenomenalne, że po półtora roku bez choćby kataru, teraz od 1 dnia września, jak od zaklęcia złośliwego czarownika, dziecko ugina się pod chorobą.

Może czas powiedzieć sobie prawdę w oczy – panie przedszkolanki nie dałyby rady poradzić sobie z pełną grupą rozwrzeszczanych bachorów, więc dodają do deserku chorobotwórcze kolonie bakterii czy wirusów aby przetrzebić trochę stado 🙂 Pracuje się łatwiej i atmosfera jakby taka zdrowsza… To teoria spiskowa powiecie? – Być może, ale coś jednak tym naszym dzieciom uparcie dodają do jedzenia. Co? – Cukier. – Po co? – Mamy nadzieję poruszyć ten temat na dzisiejszym spotkaniu z rodzicami.

Do cholery! – Przez 3 lata robimy wszystko aby nasza córka nie jadła rafinowanego cukru poza wyjątkowymi sytuacjami jak lody (które i tak najczęściej sami robimy). Udało się. Je razowe pieczywo, warzywa, owoce, mięso, krewetki, sushi – generalnie wszystko co uważamy za odpowiednie w jej diecie.

Kiedy wybieraliśmy przedszkole bardzo zwracaliśmy uwagę na to aby mieć wpływ na to co dzieci jedzą. Wypełnialiśmy całe listy ankiet z naszymi oczekiwaniami i preferencjami dziecka. Było tam wyraźnie określone, że nie życzymy sobie cukru w diecie. I po co to wszystko skoro nawet tych 7 z 20 dni wystarczyło, aby nasza córka, która już wszystko potrafi powiedzieć, wyjawiła nam że: – dostała takie placki posypane cukrem pudrem i że… one były takie smaczne…

To co, cukier puder to nie cukier, tak jak piwo to nie alkohol? Dwa lata jadła placki bez cukru i także jej smakowały. Nie musi dostać słodkiego jak ulepek kompotu – pije wodę. Kto nas próbuje uszczęśliwić na siłę?

Czy to pani kucharka otwiera swe słodkie serduszko aby dzieci uszczęśliwić uważając, że rodzice nie dając im cukru robią im krzywdę i rujnują dzieciństwo? Czy to opiekunowie i dyrekcja wszystkie te ankiety robi na pokaz, a potem wszystko ląduje w szafce a rzeczywistość toczy się własnym biegiem?

I całe to gdakanie dookoła: – „no przecież przed tym i tak się nie ustrzeżecie”, „dziecko musi popróbować wszystkiego”, „cukier dodaje energii a dzieci jej potrzebują”…

Jakoś do tej pory nasze dziecko miało dość energii, udało się nam przez 3 lata trzymać ją z dala od cukru. Próbowała też przeróżnych smaków i je ze smakiem rzeczy, na widok których niejedna pani kucharka by zemdlała. Nie wyglądała na nieszczęśliwą!

Myślę, że nie jesteśmy sami i wielu rodziców, nawet w naszym przedszkolu, poświęca dużo uwagi aby ich dzieci zdrowo się odżywiały.

Prosimy tylko – nie wbijajcie nam cichaczem noża w plecy w placówce, za którą płacimy spore pieniądze i z założenia ma służyć zdrowiu i rozwojowi naszych dzieci.

A co jedzą dzieci w Waszych przedszkolach? I czy w ogóle o tym myślicie?

Jeśli interesuje Was ten temat przeczytajcie co napisaliśmy o cukrze w diecie w osobnym artykule – tutaj.

You Might Also Like