Blog, Travel

Zatoka Sarońska – nasz plan na wakacje cz2

23 października 2018
Zatoka Sarońska

6 dzień rejsu –  Epidauros – Vathi

Głównym motywem, który sprawił, że zawitaliśmy do Epidauros miała być wizyta w najlepiej zachowanym antycznym teatrze, który do dziś ma swoje wyjątkowe właściwości akustyczne. Jest on oddalony tylko albo aż kilkanaście kilometrów od portu. Aby tam dojechać trzeba wziąć taksówkę lub liczyć na autobus. O tej porze roku taksówkarze sprawiali wrażenie sępów na pustyni. Oni wiedzieli, że autobus nie przyjedzie, wbrew temu co głosił rozkład jazdy. Z uśmiechem na ustach przyglądali się jak nasza nadzieja w końcu osłabnie i ostatecznie rezygnacja rzuci nas w ich ramiona. Odnieśli połowiczny sukces – nasza załoga się rozdzieliła. Jedna rodzina pojechała do słynnego muzeum, a dwie zadowoliły się spacerem do takiego mniejszego i zupełnie nieznanego teatru, ale za to leżącego w zasięgu wózków spacerowych. Wszyscy spędziliśmy miły czas i spotkaliśmy się na wspólnej ośmiornicy – ramion jej starczyło dla nas wszyskich 🙂

Zatoka Sarońska

Na ostatni port, przed powrotem do Aten, wybraliśmy kameralny i malutki, otoczony górami półwyspu Methana porcik Vathi. Zatoczka wygląda na mapie Google’a, niczym mieszek włosa w reklamie szamponu. Z założenia więc poza kilkoma jachtami trudno się spodziewać, że znajdzie się tam miejsce choćby dla wycieczki kajakarzy. Przyzwyczailiśmy się już do zaskoczeń podczas tego rejsu, ale i tak przecieraliśmy oczy ze zdumienia kiedy na horyzoncie pojawił się się las żagli, które wyraźnie kierowały się w tę samą stronę.

Ale o co chodzi! Jest sobota, o tej godzinie armatorzy nie przekazali jeszcze jachtów nowym załogom, a nawet jeśli to zrobili, to trzeba conajmniej 5 godzin aby się tu dostać i to tylko przy super wietrze albo mocnym silniku! Ręka sama parła na manetkę i dalsza obserwacja zagadkowej armady przebiegała przy solidnym odgłosie obu naszych silników pracujących na wysokich obrotach (uspakajamy żeglarzy – nie przekroczyliśmy 2300 :)) Im dłużej płynęliśmy tym jaśniejsze się stało, że oni też włączyli dopalanie i zaczął się wyścig. Na morzu roiło się od jachtów płynących do Vathi, jakby to była czarna dziura a nie najmniejszy porcik w Zatoce Sarońskiej.

Zatoka Sarońska

Przed nami w główki portu weszło 8 jachtów. Wystarczyło aby wśród ich załóg, znalazło się wystarczająco dużo zaprzeczających, żeglarskiemu braterstwu osób, które cierpko witały nasz katamaran wpływający do portu. Zaczęła się niemiła wymiana zdań, która zakończyła się zajęciem przez nas ostatniego miejsca przy nabrzeżu mogącego nas pomieścić. Nie było chętnych do odebrania naszych cum, poradziliśmy sobie sami. Okazało się, że wszystkie te jachty brały udział w regatach. Ich organizatorzy podobnie jak my założyli, że tego dnia porty będą puste. Nie mieli natomiast żadnych uprawnień do tego, aby zablokować dla siebie jakikolwiek port. Był to więc przejaw chamstwa, przed którym się nie ugięliśmy. Nasze dzieci na pokładzie i nadchodzący zmrok, były wystarczającym argumentem aby walczyć o swoje.

Do portu wpływało coraz to więcej jachtów, które cumowały w kolejnych rzędach. Tej nocy w porcie stanęło ponad 30 jachtów co niewiarygodnie wyglądało zwłaszcza okiem drona. Na szczęście więcej nieprzyjemnych gestów nie doświadczyliśmy i wieczór spędziliśmy z niebem w kształcie krewetek w gębie. Było to zasługą Marcina, który jest nie tylko świetnym kapitanem ale też wybornym kucharzem. Myślę, że na zapach smażonych na soli owoców morza, roznoszący się po porcie, niejednemu ślinka pociekła 🙂

Zatoka Sarońska

7 dzień rejsu – Vathi – Ateny

Kiedy po porannej kawce, cała flotylla regatowa wypłynęła, porcik odsłonił cały swój wyjątkowy urok i klimat. To miejsce, które w tym rejonie Grecji polecamy chyba najbardziej na miejsce postoju. Zaledwie kilka knajpek, ze stolikami tak blisko zacumowanych jachtów, że po kieliszek wina można sięgać niemal z pokładu jachtu. Ludzie mieszkający tutaj okazali się przesympatyczni i pomocni. Już sam wystrój tawern, pełnych familijnych fotografii świadczył, że największa wartością jest tutaj rodzina. Czuliśmy przez ten krótki czas, kiedy zostaliśmy z nimi sami, że i nas tak traktują. Przy regulowaniu rachunku za pyszne śniadanie, zrobione z produktów z własnego ogródka zauważyłem, zatrzymaną na Playstation przez jednego z domowników rozgrywkę Wiedźmina. Podarowano nam na do widzenia kilka owoców granatu, które smakowały zupełnie inaczej niż te kupowane w markecie w Polsce. Były blade wewnątrz i tak smaczne, że dosłownie rozerwały nasze podniebienia – nazwa owocu zobowiązuje 🙂

Zatoka Sarońska

Na pewno tam kiedyś wrócimy. A kiedy dzieci będą już dreptać po górach wybierzemy się z Vathi na szlak prowadzący na wygasły dawno temu wulkan, który stworzył półwysep Methana. Widok z góry na Zatokę Sarońską i Peloponez musi być niesamowity!

Tymczasem, ciężko było nam opuszczać tę łezkę tkwiącą z konturu największego greckiego półwyspu, na którym rozgrywało się znaczna część mitów Greckich. Mieliśmy świadomość, że kolejnym naszym portem będą Ateny, a więc koniec naszych pięknych wakacji. W końcu ruszyliśmy.

Dzieci, jakby na zapas skakały na siatce katamaranu, a rodzice starali się wystawiać do słońca jak najwięcej swojego ciała, które wkrótce na długie miesiące zostanie zasłonięte przez zimowe ciuchy. Katamaran świetnie się nadaje do opalania, ponieważ posiada dużo płaskiej powierzchni. Nasz był dodatkowo wyposażony w wygodne materace, a więc proces łapania witaminy D, przebiegał przyjemnie i wygodnie. Podczas żeglugi przesuwał się nam za rufę krajobraz, teraz już całkiem dobrze znanej zatoki.

Zatoka Sarońska

Ogromna aglomeracja Aten rosła z każda minutą, aż w końcu byliśmy u wejścia do portu docelowego. W główkach mariny otoczyła nas kolejna armada, tym razem dzieci, wracających z treningu łódek klasy „Optymist”. Zadawaliśmy sobie nieme pytanie czy nasze dzieci także złapią kiedyś żeglarskiego bakcyla? Rejs taki jak nasz z pewnością da im do tego solidną bazę.

Epilog

Z lotniska odebrała nas babcia. Pojechaliśmy na obiad, podczas którego opowiadaliśmy o wrażeniach z rejsu a ona o Mistrzostwach Świata w wioślarstwie, rozgrywanych na Florydzie, na których wywalczyła złoty medal. Nagle Basi telefon zabrzęczał sygnałem SMS. Wiadomość od mamy naszego 6 miesięcznego załoganta brzmiała: „Piotrusia rozpiera energia, w domu cisza aż w uszach dzwoni, chcemy z powrotem na statek :)”

Zatoka Sarońska

Lepszego podsumowania naszego rejsu nie byłbym w stanie wymyślić.

Dziękujemy naszej załodze za wspaniałą , wspólną przygodę i nie możemy się doczekać kolejnej 🙂

Krótki opis polecanych przez nas do odwiedzenia miejsc Zatoki Sarońskej znajdziecie także – tutaj.

You Might Also Like