Blog, Travel

Zatoka Sarońska – nasz plan na wakacje

20 października 2018
Zatoka Sarońska

1 dzień rejsu Ateny – Egina

Po wypłynięciu z Mariny Alimos, nazywanej także Marina Kalamaki, obraliśmy kurs na Eginę. To wyspa, której kontur wyraźnie widać ze stolicy Grecji i jest często pierwszym lub ostatnim portem w czasie rejsów żeglarskich w tym rejonie. Dotarcie do głównego portu wyspy – miasta Egina, zajęła nam mniej niż 4 godziny. Na miejscu okazało się jednak, że o tej godzinie w części portu przeznaczonej dla gości, nie ma już miejsca na nasz wygodny ale zajmujący sporo przestrzeni katamaran. Pokręciliśmy się chwilę pomiędzy jachtami i skierowaliśmy się do rybackiego porciku Perdika. Udało się naszym pływającym domem dokleić na samym narożniku pirsu, który w tym momencie był już szczelnie otoczony kordonem jachtów. Cel został osiągnięty! Mogliśmy zejść na ląd nie używając pontonu. Przy 4 wózkach, z czego jednym z gondolą to nie lada zaleta.

Zatoka Sarońska

Była godzina 17.30 czyli najwyższy czas aby opuścić jacht przed położeniem dzieci spać. Wyszliśmy na spacer, na cel obierając najpierw huśtawki, znajdujące się na końcu zatoki a potem dobrze ocenianą w Google’u tawernę Meltos. Ze smakiem skosztowaliśmy tego co w Grecji wybieramy najchętniej – ryb, kalmarów, krewetek, ośmiornic, bakłażanów, jagnięciny i królową każdego menu – greckiej sałatki. W każdej knajpce dania te smakują zupełnie inaczej, a próbować te wariacje możemy bez końca 🙂 Podczas kolacji napawaliśmy się nie tylko smakami ale i widokiem na zatokę, pełną rybackich łodzi i zakotwiczonych jachtów, które nie załapały się na miejsce przy nabrzeżu. Całość o zachodzie słońca wyglądała naprawdę magicznie. Oczyma wyobraźni widzieliśmy statek, legendarnego tureckiego pirata Barbarossy, który przed wiekami traktował tę zatokę jako kryjówkę podczas łupienia tych stron.

2 i 3 dzień rejsu Perdika – Moni – Poros

Kolejny dzień zaczęliśmy od przestawienia jachtu na inne miejsce, które zwolniło się przy nabrzeżu. Okazało się, że tam gdzie wcześniej staliśmy ma się wkrótce pojawić duży statek dostarczający wodę na wyspę. Jeszcze nie wiedzieliśmy, że wnet dotknie nas przekleństwo braku zasobów wody pitnej na wyspie.

Zatoka Sarońska

Po śniadaniu zjedzonym na pokładzie wybraliśmy się na spacer do atrakcji z której słynęła ta zatoka a mianowicie miejsca nazywanego Camera Obscura. To cylindryczny budynek, w którym wykorzystując optyczne prawo fizyki uzyskiwano panoramę 360 stopni. Niestety okazało się, że obiekt został całkowicie zdewastowany i do panoramy trzeba było użyć trybu aparatu fotograficznego 🙂

Po drodze daliśmy szansę połechtania naszych kubków smakowych, atrakcyjnie wyglądającej kawiarni Liotrivi Cafe. Zawiedliśmy się na całego. Dostaliśmy kawę o wyraźnie słonawym posmaku i taką też wodę (taka jest często konsekwencja procesu odsalania wody morskiej). Po proteście obsługa przyniosła nam słodką wodę z butelki ale kiepskie wrażenie pozostało. Na domiar złego my, rozmiłowani w croissantach smakosze dostaliśmy chamsko wyciągnięte z opakowania, gumowate croissanty 7-days…

Po opuszczeniu Perdiki, udaliśmy się na pobliska wysepkę Moni, która jest znana z atrakcyjnej plaży, na która chętnie wybierają się turyści i załogi jachtów. Rzuciliśmy kotwicę w przepięknej zatoce, której brzegi wznosiły się w górę porośnięte soczysto zieloną roślinnością. Podobno na tej plaży można spotkać kolorowe, dumne pawie. My kąpieli postanowiliśmy zaznać wprost z pokładu naszego katamaranu. Pierwszy kontakt z morzem obnażył wpływ cyklonu, który nie tak dawno nawiedził ten obszar. Temperatura wody była zdecydowanie niższa niż zwykle bywa w Grecji o tej porze 🙁 Niemniej większość z nas z Tośką i Witkiem włącznie zaznała kąpieli w tej pięknej scenerii.

Zatoka Sarońska

Godzina zrobiła się na tyle późna, że w pobliżu jedynie wyspa Poros, dawała szansę na znalezienie miejsca z bezpośrednim dostępem do nabrzeża. Zaparkowaliśmy przy pływającym pomoście nieopodal terminalu promowego. Miejsca było dużo i naszej radości z tego powodu także. Stanęliśmy pewnie i czym prędzej rozpoczęliśmy desant z naszymi wszystkimi, dziecięcymi rydwanami i ich małymi pasażerami. Robiąc to cały czas byliśmy celem wyraźnie zdziwionych, rzucanych ukradkiem spojrzeń załóg innych jachtów. Uzasadnienie tego zdumienia odkryliśmy już po chwili, kiedy dotarliśmy do początku pływającego pomostu zakończonego… zniszczonym zupełnie i zatopionym przez cyklon pomostem łączącym go ze stałym lądem. Komunikacja odbywała się teraz zaimprowizowaną, wąską drewnianą deską. Spojrzenie na wózki, na deskę, na siebie, na gapiów… i z gracją podjęliśmy działania mające przetransportować nasze pociechy z cały inwentarzem na ląd. Udało się bez wpadki!

Zatoka Sarońska

Znów mieliśmy czas tylko na kolację a po niej na drogę powrotną na jacht i kładzenie spać maluchów. Wybraliśmy polecaną tawernę Posejdon, która znajdowała się tuż obok naszego pomostu. To był doskonały wybór. Dania tam zamówione były najsmaczniejsze podczas całego wyjazdu, a smak zamówionej tam, rozpływającej się w ustach jagnięciny „kleftiko”, czujemy do teraz. To była prawdziwa uczta, która była jednym z powodów aby zostać na Poros drugą noc. Tak też zrobiliśmy. Cały kolejny dzień spędziliśmy na niespiesznym zwiedzaniu miasteczka, spacerach wzdłuż najdłuższego w tej części Grecji nabrzeża gdzie cumują jachty i wizytach w kawiarniach. Spędziliśmy też kilka godzin na najbliższej, znajdującej się tuż za mostem plaży, która także nosiła ślady zdewastowania przez huraganowe wiatry. Po całym dniu nie mieliśmy wątpliwości gdzie usiąść na kolację 🙂 Połowę zamówień stanowiła jagnięcina, tym razem zamówiona z warzywami zamiast dodawanych normalnie frytek i ryżu.

4 dzień rejsu – Poros – Agistri

Kolejnego dnia tuż po śniadaniu kupiliśmy pyszne croissanty zamówione dzień wcześniej w piekarni Valente Bakery. Osoby, które lubią tradycyjne greckie słodkości, nie przejdą obok tego miejsca obojętnie 🙂 Miejsce to znajduje się dosłownie kilkanaście metrów od „naszego Posejdona”.

Zatoka Sarońska

Popołudnie tego dnia postanowiliśmy spędzić na wysepce Agistri. Do porciku Megalochori dotarliśmy na tyle wcześnie aby znaleźć miejsce przy nabrzeżu. Już podpływając do wyspy zobaczyliśmy pas wąskiej, ale piaszczystej plaży dosłownie kilkaset metrów na wschód od portu. Stroje kąpielowe, wiaderka, łopatki i foremki poszły w ruch. To tutaj dzieci i my spędziliśmy najbardziej udane chwile tego dnia 🙂

W poszukiwaniu dobrego obiadu udaliśmy się na prawie dwukilometrowy spacer wzdłuż wybrzeża do miasteczka Skala. Jest tam bardzo uroczo, a knajpka Toxotis cieszy się dobrymi opiniami. Niestety większość restauracji otwiera się dopiero o 19.30, a to zdecydowanie za późno dla większości rodzin z małymi dziećmi. Wróciliśmy więc na jacht i podkarmiliśmy nasze małe szarańcze tym co woziliśmy w jachtowej lodówce. Mieliśmy zamiar zamówić jedzenie na jacht w najbliższej portu tawernie Kefenes. Lokal wyglądał atrakcyjnie, widok z tarasu piękny, ale właściciel oporny i zamówić na wynos nie zdołaliśmy, mimo tłumaczenia naszej sytuacji. To, że dzieci śpią na jachcie i nie możemy ich samych zostawić nie wzruszyło obsługi. Bardzo nas to poirytowało, stąd też miejsca osobiście nie polecamy. W sezonie pewnie na brak klientów nie narzekają, bo port roi się od jachtów. Z takim podejściem się jednak nie zgadzamy.

Zatoka Sarońska

5 dzień rejsu – Agistri – Egina – Epidauros

Zależało nam aby kolejnego dnia dostać się jak najszybciej do Portu Egina. Musieliśmy dopełnić formalności w policji portowej, aby przedłużyć kontrakt na czarter naszego katamaranu. Armator nie znalazł klienta na kolejny tydzień i przedłużyliśmy nasz czarter o dwa dni. Tym samym mieliśmy szansę zobaczyć o kilka miejsc więcej, z dala od ateńskiego zgiełku i potrzeby pakowania, co chyba przerażało nas najbardziej. Dodatkowym atutem miało być to, że w okolicy nie będzie innych jachtów, które muszą wrócić na zmianę załóg.

Wcześnie jak na nasze wakacyjne standardy bo o godzinie 10 byliśmy już u celu. Na szczęście papierkowa robota nie zajęła dłużej niż godzinę, dzięki czemu mieliśmy trochę czasu na zagłębienie się w mieście, które można określić jako światowe centrum pistacji. Zrobiliśmy zakupy w oryginalnych warzywniakach na łodziach przycumowanych w porcie i kupiliśmy dwa kilo świeżych krewetek na kolację na nieźle zaopatrzonym targu rybnym tuż przy bulwarze portowym. Posmakowaliśmy lodów i kilku specjałów okraszonych pistacjami. Wycieczka na dwa, trzy dni na Wyspę Eginę jest naszym zdaniem dobrym pomysłem na urozmaicenie wyprawy do Aten. Łatwo jest się tu dostać nawet w 40 minut wodolotem z Pireusu. Można poczuć wyspiarski klimat i odpocząć od głośnej stolicy. Postanowiliśmy wykorzystać fakt dysponowania własnym jachtem do odwiedzenia bardziej kameralnych miejsc, nie zostaliśmy więc na noc w Eginie. Więcej o wyspie Egina piszemy tutaj.

Skierowaliśmy się do portowego miasteczka Epidauros. Byliśmy przekonani, że w piątek nie będzie tam, żadnego problemu z miejscem do cumowania. W końcu większość jachtów była już w drodze do Aten, a tu hen na Peloponezie powinno być puściutko.

Zatoka Sarońska

Kolejny raz zostaliśmy jednak zaskoczeni konsekwencjami ostatniego huraganu. Podpływając do nabrzeża dziwiliśmy się coraz bardziej różnicą pomiędzy widocznymi masztami do ilości statków. Zupełnie bliskie oględziny wyjaśniły sprawę. Z morza sterczały maszty czterech zatopionych jachtów, których kadłuby widać było wyraźnie w płytkiej wodzie! Wszystkie były wciąż trzymane cumami do brzegu, a odbijacze kołysały się żałośnie na powierzchni spokojnego teraz morza. Dla nas, żeglarzy był to widok bardzo smutny, pokazujący jaki dramat musiał się tu rozegrać. To co zobaczyliśmy jasno dało nam do zrozumienia jak potężnym żywiołem jest woda i z jakim respektem trzeba do niej podchodzić. Dowiedzieliśmy się potem, że nikomu nic się nie stało. Wraki czekały na reakcję właścicieli i ubezpieczyciela, a ich obecność znacząco wpłynęła na i tak niewielką ilość miejsca w porcie.

Zatoka Sarońska

Pomimo pełnej lodówki krewetek, wybraliśmy się na małe, greckie co nieco, które finalnie skończyło się wielką ucztą w tajemniczym ogrodzie rzeźnika. Próbowaliśmy odnaleźć w zaułkach dobrze ocenianą knajpkę Mpólmpos, prowadzoną przez rodzinę prowadzącą sklep mięsny. Wchodząc początkowo do sklepu, ujrzeliśmy bardzo przekonująco wyglądającą starszą panią, która oprawiała mięso wielkim jak w grze Diablo tasakiem. Jej syn powiedział, że otwarte od 19.30a była 18.00. Musiałem wyglądać jak pokorne ciele, bo odkładając zakrwawione narzędzie zbrodni gospodarze powiedzieli: – Otworzymy dla Was. Przeszła mi przez myśl sytuacja, że po nagłym zatrzaśnięciu się drzwi, stali klienci sklepu, nazajutrz będą się zajadać bitkami a’la Mrozowicz Family 🙂 Wszystko skończyło się jednak dobrze. Zostaliśmy ugoszczeni po królewsku a cały, piękny ogród mieliśmy tylko dla siebie. Normalni goście, zajęli miejsca przy stolikach dopiero kiedy my wróciliśmy już na jacht.

You Might Also Like