Blog, Travel

Zatoka Sarońska – nasze rodzinne wakacje pod żaglami

18 października 2018
Zatoka Sarońska

Stęsknieni wakacji

Po kilkunastu miesiącach od ostatniego rejsu, budziliśmy się każdego kolejnego dnia na żeglarskim głodzie. Sporo się przez ten czas wydarzyło, a najważniejsze to przyjście na świat naszej drugiej córki. Kiedy szczęśliwie wróciliśmy z Juleczką ze szpitala i wszystko wskazywało, że jest zdrowa i silna, wiedzieliśmy już że długo w domu nie wytrzymamy. Pytanie tylko kiedy i gdzie? I czy pierwszym kierunkiem naszej podróży może być morski akwen?

W naszym życiu kierujemy się zasadą (zbieżną z natchnioną wizją Paulo Coelho) – jeśli się czegoś pragnie, to świat nam pomoże abyśmy mogli tego dokonać. I tym razem słowo ciałem się stało. Tu rozmowa o opcji rejsu z dziećmi na Sardynii, tu spotkanie ze znajomymi, którzy zawiesili swoje wakacje na haku i tak od słowa do słowa zaczęliśmy snuć plany na wspólny rejs. Ilość miejsc odpowiednich do żeglugi z małymi dziećmi na przełomie września i października jest mocno ograniczona. Grecja jest jednym z nich. Dodatkowo tanie, bezpośrednie połączenia Ryanaira do Aten sprawiły, że decyzja została podjęta – jedziemy żeglować po Zatoce Sarońskiej!

Zatoka Sarońska

Finalnie w naszej wielkiej, żeglarskiej, rodzinnej wyprawie zdecydowały się wziąć udział 3 rodziny, w sumie 6 osób dorosłych i 4 dzieci. Dla takiej ekipy i w ogóle pod kątem żeglowania z dziećmi, najbardziej sensowną opcją jest katamaran. Będąc organizatorem rejsów morskich i pośrednikiem czarterów jachtów, wyszukaliśmy optymalną jednostkę – Lagoon 42. Była to nowiutka, komfortowa i świetnie wyposażona jednostka, na której nasza ekipa miała wystarczająco dużo przestrzeni życiowej. Na wyposażeniu było nawet ogrzewanie co wydawało się nam początkowo zbytkiem. Nie przeczuwaliśmy jeszcze, że ten nawiew ciepłego powietrza uratuje nas w pierwsze dni naszego rejsu!

Znaki na niebie i ziemi

Gdyby ktoś z nas był bardzo przesądny, pewnie odwołalibyśmy cały wyjazd. Pierwsza wiadomość, która nas zmroziła, to zapowiedź największego w ostatnim czasie strajku personelu Ryanair. Akcja była zaplanowana dokładnie na dzień naszego wylotu. Czas pokazał, że strajk nie obejmował lotów odbywających się z Polski, ale do ostatniej godziny obserwowaliśmy czy nasz żelazny ptak wylądował dzień przed naszym lotem na poznańskim lotnisku.

Zatoka Sarońska

Drugi znak, po którym zadrżeliśmy w obawie o powodzenie wyjazdu, nadszedł tuż przed wylotem. W mediach i z relacji znajomych żeglujących właśnie w Grecji dowiedzieliśmy się o nienaturalnej siły cyklonie, który pustoszy rejon Morza Śródziemnego po którym chcieliśmy żeglować. Mapy pogodowe, prognozy wiatrowe i informacje stacji meteorologicznych zwiastowały huraganowe porywy wiatru i fale sięgające 11 metrów wysokości! Wyobrażając sobie w tych warunkach naszą ekipę z 9 tygodniową Juleczką, półrocznym Piotrusiem i dwoma przedszkolakami, włosy same stawały dęba. Determinacja, optymizm i lesze prognozy na kolejne dni sprawiły jednak, że w komplecie zasiedliśmy w swoich fotelach lotniczych i odprowadziliśmy wzrokiem malejący za oknem kontur Lotniska Ławica.

Zatoka Sarońska

Grecka klęska urodzaju wody

Do tej pory spędziliśmy w Grecji łącznie około 3 miesięcy, w różnych okresach od lutego do października. Podczas całego tego okresu zaznaliśmy może 1 godzinę deszczu, z czego większość na Wyspach Jońskich. W ogóle nie braliśmy pod uwagę, że możemy się w Atenach zetknąć z deszczem. Statystycznie przełom września i października to pogodowo najlepszy czas do żeglowania w rejonie Aten.

Tymczasem deszczowe chmury zaczęły się już na granicy Grecji. Jak się miało okazać niebo otwarło się, a opady ustąpiły dopiero po 72 godzinach. Takiej ulewy w tym okresie nie pamiętali nawet najstarsi ateńscy górale 🙂 Zlało nas na płycie lotniska, po drodze do centrum, przy wejściu do apartamentu, w drodze na kolację, w drodze do mariny, w drodze na jacht, w drodze do i ze sklepu, przy pakowaniu zaopatrzenia na jacht… Nikt tego nie wypowiedział, ale my wszyscy, z mokrymi dziećmi i tobołami pod pachą mieliśmy w oczach pytanie – czy my oby na pewno jesteśmy w dobrym miejscu i gdzie do cholery jest słońce?!?

Zatoka Sarońska

Prawie dwa dni spędziliśmy w naszym zamkniętym, pływającym domu. Nie byliśmy sami. W porcie uwięzionych było przeszło 100 innych załóg. Zegar tykał… Mokre ciuchy nie schły, ogrzewanie chodziło na całego. O potężny falochron, chroniący port Kalamaki, w którym zacumowany był nasz katamaran, rozbijały się swymi potężnymi rozbryzgami fale, sięgające ponad 10 metrów. W biesiadny i taneczny nastrój na chwilę wpędziła nas przypadkowa wizyta w restauracji, gdzie odbywały się poprawiny tradycyjnego, greckiego wesela. Doskonałe jedzenie i obserwowanie biesiadników pozwoliło nam wyrwać się z depresyjnego nastroju.

Nagrodzona cierpliwość

Nisko zawieszone, ciemne chmury, kłute lasem masztów dookoła nas, nie zwiastowały jeszcze zmiany pogody kiedy obudziliśmy się drugiego poranka na pokładzie. Jedynie prognozy pogody zgodnie ogłaszały otwarcie słonecznego nieba dla uwięzionych w porcie żeglarzy. Miało to nastąpić punkt 11 rano. Odliczaliśmy niczym na Sylwestra i… stało się. Szara pokrywa chmur pękła jakby rażona trójzębem Posejdona i słońce szybko poradziło sobie z uciekającymi w popłochu ołowianymi resztkami skondensowanego w powietrzu gniewu Zeusa.

Zatoka Sarońska

Morale w załodze poprawiło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Uśmiech pojawił się na twarzach dzieci i dorosłych równie szybko, jak znikały bluzy z długim rękawem, kurtki i suszone mozolnie suszarką jedyne pary długich spodni. Nie było już powodu aby dłużej zostawać w porcie. Kiedy mijaliśmy naszym katamaranem główki portu odczuliśmy, że wiatr ustał całkowicie, a morze stało się płaskie jak stół. Może to fatalna pogoda z początku naszych wakacji, sprawiła że do samego końca byliśmy zachwycenie każdymi warunkami i wszystkim tym co nas na naszym rejsie spotkało 😉

Plany ciałem się stały

Naszym głównym wakacyjnym planem i celem było odpocząć w możliwie luźnej atmosferze i bez chęci poznania w tydzień całej Grecji. To gdzie trafimy miało znaczenie drugoplanowe.

Zatoka Sarońska

O warunkach jakie trzeba spełnić aby przeżyć udany rejs z dziećmi, napisaliśmy w oddzielnym tekście – czytaj tutaj.

Na rejsie byliśmy z dziećmi, mieliśmy na pokładzie trzech doświadczonych kapitanów jachtowych, programistkę, żeglarza regatowego, osobistego lekarza pediatrę ze stetoskopem i kroplówką w plecaku. A wszyscy oni zawarci w trzech matkach i trzech ojcach. Drużyna katamaranu jak się patrzy 🙂

Co zaplanowaliśmy, spełniliśmy w 100%. Na jachcie panowała zgoda, no może poza „trudną miłością” Tosi i Witka – pokładowych przedszkolaków 🙂 Nikt się nikomu nie narzucał, a inicjatywa, ta żeglarska i ta organizacyjna, przechodziła płynnie z rąk do rąk. Odwiedziliśmy piękne miejsca i jedliśmy pyszne rzeczy. Nie zgubiliśmy dwójki niemowlaków i nie zagłaskały ich na śmierć starsze dzieci i napotkane starsze panie. Można więc uznać, że wakacje pod żaglami mieliśmy idealne!

Zatoka Sarońska

Nasza trasa rejsu

Wypływając z portu wyjścia oglądaliśmy nad południowo-wschodnim horyzontem znikające rufy jachtów starających się jak najszybciej przebić na Cyklady – żeglarski archipelag marzeń. Ileż razy my sami tak robiliśmy na wcześniejszych rejsach jeszcze bez udziału naszych dzieci… To akwen, który koniecznie trzeba odwiedzić, choć aby go dobrze poznać potrzeba conajmniej 5-6 tygodni.

Tym razem z 4-ką naszych potomków, z których dwoje nie miało nawet roku, postanowiliśmy dać szansę Zatoce Sarońskiej – akwenowi tak blisko Aten, że zawsze traktowaliśmy go po macoszemu. Jak się miało w ciągu 7 dni naszego przedłużonego rejsu okazać, zupełnie niesłusznie! Ten żeglarski rejon, leżący w bezpośrednim sąsiedztwie Aten, to wyśmienity kierunek dla wszystkich spędzających wakacje pod żaglami, a zwłaszcza dla załóg żeglujących z dziećmi. Walorami tego akwenu są:

Zatoka Sarońska

  • Komunikacja – port z którego wypływamy na rejs, znajduje się zaledwie godzinę jazdy autobusem od głównego lotniska Aten,
  • małe odległości – pomiędzy kolejnymi punktami, gdzie można planować nocleg jest maksymalnie 4 godziny żeglugi a często może to być nawet 1-2 godzin,
  • osłona przed falami i wiatrem – zasadniczo w Zatoce Sarońskiej nie buduje się tak duża fala jak na otwartej części Morza Egejskiego. Także wiatr jest tu zwykle słabszy,
  • bezpieczeństwo – jak nigdzie indziej wszelkie służby ratownicze mogą bardzo szybko przyjść nam z pomocą. W razie złych prognoz, w kilka godzin można by znaleźć się z powrotem w bezpiecznej marinie, gdzie zaczynaliśmy rejs. Nie ma wówczas obaw, że nie wrócimy na czas oddania jachtu, albo w złej pogodzie nie ulegnie on zniszczeniom w słabiej chronionych portach,
  • urok odwiedzanych miejsc – możemy wybrać na postój bardziej gwarny lub całkowicie kameralny porcik a każdy z nich pomimo bliskości stolicy zachowuje swój wyspiarski charakter,
  • zieleń – w przeciwieństwie do wszystkich wysp na Cykladach, na wyspach Zatoki Sarońskiej  i wybrzeżu Peloponezu spotkamy sporo zieleni.

W kolejnym poście opiszemy trasę naszego rejsu 🙂

You Might Also Like