Blog, Parenting, Travel

W jakim wieku można zabrać dziecko w pierwszą daleką podróż?

20 sierpnia 2018
rejs na Karaibach

Rejs z niemowlakiem po Karaibach

Kiedy urodziła się nasza pierwsza córka zdecydowaliśmy się na rejs żeglarski po drugiej stronie Atlantyku. Tylko nasza trzymiesięczna Tosia nie mówiła nam przed tym wyjazdem, że jesteśmy nienormalni. Może dlatego, że nie potrafiła jeszcze mówić? No bo jak mieli odbierać naszą żeglarską wyprawę ludzie, którzy znają Karaiby tylko z filmu o piratach? Jeszcze rejs wielkim statkiem wycieczkowym, to się mieści w głowie, ale żeglarskim katamaranem długości kilkunastu metrów? Po oceanie? Z dzieckiem? Po 2,5 roku my także uważamy, że było to szalone ale… bez wahania zrobilibyśmy to jeszcze raz!

Żeglarska pasja

Skąd pomysł na żeglarską przygodę z małym dzieckiem? W naszym przypadku, żeglowanie jest pasją, która nas połączyła. To ona, po wielu życiowych zawieruchach postawiła nas na swoim kursie:

rejs na Karaibach

Basia

Basi ojciec był doświadczonym Kapitanem Żeglugi Wielkiej, wieloletnim instruktorem i działaczem żeglarskim. Wiele razy zabierał żonę i młodą córkę na rejsy po kapryśnym Bałtyku. Do tej pory stałym elementem rodzinnych wspomnień jest wspomnienie o Basi przywiązanej do masztu podczas szalejącego sztormu. Może stąd wynika jej niechęć do zimnych mórz a umiłowanie do egzotycznych akwenów i wody która ma ponad 28 stopni Celsjusza. Tylko do takiego „rosołku” pani kapitan łaskawie wchodzi na kąpiel za burtę jachtu! Żeglowała prawie 10 lat regatowo na Jeziorze Kiekrz w Poznaniu. W końcu zaczęła samodzielnie organizować i prowadzić rejsy morskie na całym świecie. Wprawiała w osłupienie wszystkich wilków morskich sprawnością i wdziękiem swoich manewrów w portach podczas cumowania nawet dużych jachtów.

Adam

W dzieciństwie mógł jedynie słuchać opowieści o mazurskich przygodach ojca i brata. Na swój pierwszy rejs musiał czekać aż 21 lat kiedy to za pierwsze zarobione pieniądze wykupił udział w dwutygodniowej bałtyckiej przygodzie. Po tym rejsie Neptun zawładnął jego duszą i zew morza słyszy każdego dnia. Przez kilkanaście lat w każdej przerwie pomiędzy występami kabaretu Dno, do którego należy, wybierał się na morze. Najpierw jako załoga, potem kapitan eksplorujący porty, o których odwiedzeniu marzył, czytając jako dziecko podróżnicze książki.

Kiedy się spotkaliśmy, dobrze ustawione żagle naszych osobowości zaczęły wieść nas ku wspólnej przygodzie życia. Wyruszyliśmy już oboje w kilka wspólnych wypraw m.in. do Gruzji, Filipin, Grecji, Hiszpanii, Portugalii. Nie trzeba było długo czekać kiedy na świecie pojawiła się nasza pierwsza „kotwica” – Antosia. Cóż innego mieliśmy jej zaproponować, jak nie żeglarstwo i powiew wiatru pod pełnymi żaglami?

rejs na Karaibach

Dlaczego Karaiby?

Wybór Karaibów na pierwszy rejs nie był przypadkowy. Prowadzimy firmę Słoń Na Horyzoncie, organizującą rejsy morskie i czartery jachtów. Tosia urodziła się w listopadzie a więc w okresie, kiedy w Europie raczej się nie pływa. Żeglarze chętnie zatem wyruszają na zimę na Morze Karaibskie. Mieliśmy od naszego klienta rezerwację na rejs w lutym na Wyspach Nawietrznych. Mogliśmy wysłać tam kapitana albo poprowadzić rejs osobiście. Kiedy okazało się, że dość dobrze weszliśmy w rolę rodziców, a Tosia jest zdrowa, odpowiedź kto poprowadzi rejs przyszła sama. Kupiliśmy bilety lotnicze i ledwie Tosia skończyła 3 miesiące życia, zameldowaliśmy się na francuskiej Martynice.

Jak przebiegała pierwsza podróż samolotem

Podróżowanie samolotem z noworodkiem było dla nas nowością. Przy każdym kolejnym locie uczymy się więcej o tym jak przygotować siebie i dziecko. Opisaliśmy to w oddzielnym tekście – czytaj tutaj.

rejs na Karaibach

Lot na Martynikę odbywał się z Warszawy z przesiadką w Paryżu. Lecieliśmy w środku zimy i wyjazd na Okęcie niczym nie różnił się od codziennego przemieszania samochodem – ciepły kostium misia, czapka i ogrzewany smoczek. Pilot poderwał samolot z pasa startowego po specjalnym zabiegu odmrażania skrzydeł i żadnej różnicy nie robił mu ciągnący mleko mamy osesek z Wielkopolski. Cały dłuższy lot nad Atlantykiem, Tosia przespała w specjalnym kojcu wieszanym na ściance przez załogę (lecąc z dzieckiem do 10 kg wagi zadbajcie o takie dobrodziejstwo przy odprawie).

Wylądowaliśmy na tropikalnej wyspie i ocieplany miś chroniący przed zimnem został zamieniony na najlżejszą koszulkę z krótkim rękawem. Po trzech tygodniach w cieple z bólem wróciliśmy do tego misia.

Pobyt na Karaibach

W sumie spędziliśmy na Martynice i wyspach karaibskich 3 tygodnie. Przylecieliśmy kilka dni przed rejsem aby zaaklimatyzować się do klimatu, jakże innego od tego panującego w Polsce. To była bardzo dobra decyzja. Siedzieliśmy sobie w wiejskiej chatce w cieniu palm i bananowców i powoli oswajaliśmy się z temperatura i wilgotnością. Urządzaliśmy małej chłodzące kąpiele w naszej
dmuchanej wanience przywiezionej z Polski. Tosią od pierwszych dniu uwielbiała wodę. W końcu byliśmy gotowi zaokrętować się na katamaran.

rejs na Karaibach

Nie ma co ukrywać, że mogliśmy się podjąć poprowadzenia jachtu i opieki nad dzieckiem tylko dzięki temu, że oboje jesteśmy doświadczonymi kapitanami. Kiedy jedno z nas spędzało czas z dzieckiem, drugie zajmowało się jachtem i załogą. Wspólny czas mieliśmy wieczorami, kiedy katamaran stał bezpiecznie zakotwiczony w jednej z karaibskich zatok. Wtedy też często wychodziliśmy z małą na ląd. Pozostały czas spędzaliśmy na pokładzie.

Trzymiesięczne dziecko z natury dużo śpi. W 12 metrowej kołysce bujającej się na morskich falach spała być może jeszcze lepiej. Senność żeglugi udzielała się nawet Basi, która szła nakarmić czy przewinąć córkę. Tak naprawdę to przy dziecku, które śpi tam gdzie się je położy, nie ma według nas, większej różnicy czy jest to koja na jachcie na drugiej półkuli czy łóżeczko z grającą karuzelą w Poznaniu.

Kiedy Tosia się budziła, wychodziliśmy z nią na pokład i tam w cieniu przyglądała się wszystkiemu ciekawie. Ciepłe wieczory spędzaliśmy na siatce rozpiętej z przodu katamaranu, przyglądając się naszej małej podróżniczce, która chłonęła wszystkimi zmysłami świat dookoła.

rejs na Karaibach

Na St. Vincent w marinie jachtowej blisko stołecznego Kingstown, znajduje się pierwszy basen, w którym zanurzyliśmy naszą syrenkę. Morską wodą wypełnialiśmy jej dmuchaną wanienkę, w której spędzała każdą możliwą chwilę poza spaniem i jedzeniem. Co ciekawe pobyt na powietrzu i częste kąpiele dobrze wpłynęły na jej delikatną skórę, z która w domu nie mogliśmy sobie poradzić.

Gdziekolwiek się pojawiliśmy, towarzyszyły nam łagodne i życzliwe spojrzenia zarówno tubylców jak i żeglarzy z całego świata. Nikt w tym obytym z morzem towarzystwie nie widział nic zdrożnego w naszej rodzinnej, żeglarskiej przygodzie. Jeśli macie ochotę przeczytać więcej o naszym spojrzeniu na żeglowanie po Karaibach zajrzyjcie pod link na naszej stronie internetowej: https://slonnahoryzoncie.com/blog/rejs-na-karaibach-informacje-ogolne/

rejs na Karaibach

Podsumowanie

Wróciliśmy z naszego Karaibskiego rejsu z poczuciem spędzenia wspaniałego czasu we trójkę. Wyjazd ten i nabyte doświadczenie, ośmielił nas do dalszych podróżniczych planów, za których realizację zabraliśmy się już wkrótce. Jest wiele powodów aby wyruszyć z małym dzieckiem w świat. 10 z nich opisaliśmy w tekście – czytaj tutaj.

Nie jest ważne jak daleko i w jaki sposób spędzicie czas jako młoda rodzina. Ważne, że jesteście ze sobą, skupiacie się na swoich potrzebach i uczycie się siebie nawzajem. Dla nas to rodzicielstwo jest najważniejszą, najtrudniejszą i najpiękniejszą podróżą życia.

You Might Also Like